sobota, 1 sierpnia 2026

Zmierzch kempingów?

 

W sezonie turystycznym coraz częściej czytam komunikaty typu "brak wolnych miejsc". Nie wiem czy cieszyć czy nie, bo z jednej strony świadczy to o rosnącej popularności takiej formy spędzania wolnego czasu, z drugiej jednak sprawia, że zaczyna robić się "ciasno". A przecież jednym z kluczowych atutów karawaningu jest wolność, przestrzeń i (dla większości) święty spokój.

Nabity do granic możliwości kemping niestety tych atutów nie posiada. Miejsca takie jak Sielpia Wielka czy Skorochów koło Nysy są dla mnie najlepszym przykładem, że pobyt na kempingu może przypominać wyjazd do małego miasta. Z oczywistymi plusami i minusami.

Problemem stają się zwłaszcza weekendy, bo w obleganych kempingach miejsc szybko zaczyna brakować. Tu należę się słowa uznania dla niektórych właścicieli kempingów, którzy ograniczają liczbę wypoczywających tak, aby pobyt był w miarę komfortowy. Z drugiej strony miałem "przyjemność" bywać na polach namiotowych, gdzie właściciele upychali gości jak sardynki ;-) 

Pewnym rozwiązaniem problemu ciasnoty są coraz częściej spotykane tzw. parcele, czyli wydzielone konkretne miejsca dla kamperów i przyczep. I z pewnością jest to bardzo dobre rozwiązanie, choć takie pola gdzie panuje pełna swoboda wyboru miejsca mają swój urok...

Kolejnym pomysłem na tłumy na kempingu są rezerwacje. Muszę przyznać tu mam poważne wątpliwości. Nigdy nie rezerwowałem miejsca, a jak było ciasno jechałem gdzieś indziej. Rezerwacja kłóci się moim zdaniem z idą karawaningu. Ale są zwolennicy rezerwacji, a w miejscowościach obleganych tłumnie przez turystów można powiedzieć, że rezerwacje są standardem. Gdybym był właścicielem kempingu chyba zrobiłbym dwie strefy - z rezerwacją i bez :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz