
Wspominałem kiedyś o Skorochowie - to mój nr 1 wśród imprezowych kempingów - to miejsce absolutnie nie nadaje się do spokojnego wypoczynku.
Podobne praktyki mają miejsce w bardziej obleganych miejscówkach na dziko.
Niestety taki obraz miłośników karawaningu idzie w świat - postronni obserwatorzy i tzw. tubylcy bardzo często wyciągają mylne wnioski, że karawaning to przede wszystkim głośna muza, imprezy do samego rana, ognisko palone gdzie się da i pozostawiony po sobie syf. I dlatego nas nie chcą, nie tylko w Szczecinie.
Nie chcę tylko narzekać, bo racjonalnie dobierając cele karawaningowych podbojów można wypocząć i zrelaksować się w ciszy natury. Trzeba tylko pójść na pewien kompromis - w środku sezonu, na przykład w atrakcyjnych miejscowościach nadmorskich trudno o ciszę i spokój, więc na wakacje warto wybrać mniej oblegane kierunki, a nad morze wrócić po sezonie.
Cieszy mnie fakt, że coraz więcej kempingów dostrzega problem - są wyraźnie zakazy, a goście którzy nie potrafią się zachować są niemile widziani.
I żeby nie było - nie jestem jakimś samolubnym dziwakiem, któremu wszystko przeszkadza. Po prostu nie jestem wstanie zaakceptować egoizmu i braku kultury wśród części wypoczywających na kempingu.
Z tego powodu ich unikam i wolę jeździć na dziko :-)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz